9 kwietnia, 2021

167 tysięcy. 100 tysięcy. Milion.

Liczby, które budzą mój sprzeciw, przerażenie i ogromny smutek. Tak wyglądają statystyki nowotworowe w Polsce

To są liczby, których nigdy nie chciałbym Państwu podawać. Liczby, które budzą mój sprzeciw, przerażenie i ogromny smutek. Liczby, o których mam poczucie, że są niesprawiedliwe i powinny wyglądać zupełnie inaczej. Liczby przedstawiające statystyki nowotworowe w Polsce. 167 tysięcy nowych zachorowań rocznie. 100 tysięcy zgonów. Milion osób żyjących ze diagnozowanym rakiem. A za każdą z tych liczba kryje się indywidualna ludzka tragedia, strach i bardzo często poczucie bezradności i zagubienia. 

Oczywiście, Polska nie jest w kwestii zachorowań na nowotwory odosobniona i nie bez przyczyny rak nazywany jest głównym zabójcą XXI wieku. W Unii Europejskiej choroby onkologiczne są drugą po chorobach układu krążenia najczęstszą przyczyną zgonów. Nie sposób jednak zauważyć różnic w leczeniu onkologicznym w Polsce i w krajach Europy zachodniej. I chciałbym przy tym z całą mocą podkreślić- różnie te nie wynikają z kompetencji czy zaangażowania naszych lekarzy, o których wiem, że są jednymi z najlepszych specjalistów w swoich dziedzinach. Niestety jednak, polscy lekarze, mimo że są świetnymi fachowcami, nie są cudotwórcami i bez odpowiednich leków i metod terapii nie są w stanie pomóc chorym w taki sposób, jakby sobie tego życzyli. A to właśnie w dostępności do leków i terapii przejawiają się różnice pomiędzy nami, a bogatszymi krajami unijnymi. Według danych z 2019 roku polscy pacjenci mają dostęp do zaledwie połowy terapii stosowanych w Europie Zachodniej i USA. Spośród 102 terapii lekowych zarejestrowanych w Europie i zalecanych przez Towarzystwo Onkologii Klinicznej szeroko dostępnych dla polskich pacjentów jest raptem… 18. Pozostałe leki są albo dostępne tylko dla niektórych pacjentów, albo nierefundowane zupełnie. Kolejnym ponurym przykładem jest kwestia łagodzenia bólu i komfortu życia pacjentów. Zaleceniem Europejskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej jest zakładanie tzw. portów naczyniowych, czyli urządzeń, które pozwalają na stały dostęp do żył, dają możliwość łatwego i bezbolesnego podania chemii, czy też pobrania krwi, a co za tym idzie, poprawienia komfortu życia pacjenta. I choć w krajach Europy zachodniej takie porty to standard, w Polsce otrzymuje go zaledwie jeden na trzynastu pacjentów. 

Dlaczego tak się dzieje? Cóż, stare, sprawdzone powiedzenie mówi, że jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. A z przeznaczeniem tych na terapie nowotworowe w Polsce cały czas jest krótko mówiąc źle. Bo gdy Belgia przeznacza rocznie na leczenie onkologiczne w przeliczeniu na mieszkańca 257 euro, Niemcy 287, Holandia 274 euro, to w Polsce jest to zaledwie 96 euro… Za nami w tym rankingu plasują się już tylko Bułgaria (90), Rumunia (70), Estonia (94) i Łotwa (81). Jest to oczywiście kwestia zasobności budżetu państwa, ale i kwestia poszczególnych decyzji, jak chociażby tej z zeszłego roku, by 2 miliardy złotych przeznaczyć na telewizję publiczną, a nie, jak proponowała opozycja, w tym PSL, na leczenie osób chorych na nowotwory. Być może jednak PIS wpisuje oglądanie TVP na listę terapii innowacyjnych… 

Niestety, takie działania muszą mieć swoje odzwierciedlenie w dość ponurych efektach. Skuteczność leczenia w Polsce, czyli ilu chorych dożywa 5 lat od diagnozy ocenia się średnio na poziomie 48%. W Europie Zachodniej wskaźnik ten jest o około 15-20% wyższy. 

Warto jednak pamiętać, że różnice w wykrywaniu i leczeniu widoczne są nie tylko w skali nazwijmy to makro, czyli pomiędzy Polską a Europą Zachodnią, ale również w skali mikro, czyli pomiędzy miastami a wsią. Badania pokazują, że ludzie żyjący na obszarach wiejskich mają o 5% mniejsze szanse na wyleczenie raka, niż mieszkańcy miast. Co jest przyczyną takiego stanu rzeczy? Myślę, że mogę to ująć w jednym słowie: dostępność. Osobom mieszkającym na obszarach wiejskich trudniej jest udać się do dużego miasta, gdzie zazwyczaj zlokalizowane są centra diagnostyki i leczenia nowotworów. Odległość i koszty transportu sprawiają, że czekają nieraz zbyt długo. Trudniej im również podejmować skuteczne leczenie.  Przykładowo, w przypadku nowotworów nerek, ich wykrywalność w przypadku mieszkańców miast jest aż dwukrotnie wyższa niż u mieszkańców wsi! 

Tymczasem okazuje się, że dzięki obecnej wiedzy możemy zapobiegać chorobom nowotworowym aż w 40% przypadków! Niezwykle ważna jest też oczywiście wczesna diagnostyka. Jestem głęboko przekonany, że decentralizacja ośrodków diagnostyki i leczenia nowotworów, czyli przeniesienie jej tam gdzie jest to możliwe, na poziom szpitali powiatowych, pozwoliłaby nam w sposób znaczący poprawić leczenie onkologiczne w Polsce. 

Zacząłem bardzo smutnymi i pesymistycznymi liczbami, więc dla równowagi, a przede wszystkim dla wzmocnienia przekonania, że mimo wszystko rak to nie wyrok, chciałbym zakończyć liczbami zupełnie innymi: 

4 miliardy. 43,5 miliona. 

4 miliardy euro na unijny plan walki z rakiem. 43,5 miliona osób wyleczonych z raka w 2018 roku. I jestem przekonany, że akurat te liczby powinny rosnąć. Jak? Cóż, ponieważ był to jednen z filarów mojej kampanii wyborczej, chciałbym o tym Państwu opowiedzieć ze szczegółami w kolejnym felietonie.